sobota, 30 lipca 2011

spacerkiem po Bergen


Bergen - spore, jak na warunki norweskie, miasto (około 230 tysięcy mieszkańców) - dzięki swemu położeniu nad brzegiem morza zawsze pełniło rolę ważnego portu.

Posiada linię tramwajową, sieć muzeów, szeroką aleję z nowoczesnymi sklepami,

a na nabrzeżu każdego dnia tętni życiem targ (Torget) - na którym można kupić (za ceny typowo norweskie ;-)) różne bardziej i mniej niezwykłe owoce morza, ryby, kanapki...



a nawet skóry reniferów, czy typowo norweskie swetry...

Za targiem rozciąga się najstarsza i najciekawsza część miasta - starówka Bryggen



wraz ze średniowieczną reprezentacyjną Salą Hakona (Hakonshallen)  z XIII wieku,



oraz tuż obok - wieżą Rosenkrantza (Rosenkrantztarnet) z XVI wieku, z której roztacza się ciekawy widok na port i miasto...


piątek, 29 lipca 2011

starą drogą do Bergen

Z Aurland do Bergen można w miarę wygodnie dojechać drogą E16, ale jeśli ma się dodatkową godzinę i w miarę silne nerwy - warto wybrać się drogą bardziej dookolną, która wiedzie wokół wąskich, malowniczych fiordów Veafjorden, Romarheimsfjorden, czy Osterfjorden i od północy drogą E39 wpada do miasta.
Droga jest stara, wąska i kręta - a każdy zakręt niesie za sobą ryzyko spotkania się z mniej uważnym kierowcą nadjeżdżającym z przeciwka. Na szczęście na tych drogach takich szaleńców chyba jest mało, więc droga jest w miarę bezpieczna ;-).



 Ale zanim dojedzie się do owej drogi nr 596, mija się drugi po Geirengerfjorden fjord wpisany na listę UNESCO - czyli Naerovfjorden - dostępny tak na prawdę tylko od strony wody, gdyż wąska, szutrowa droga urywa się dosyć szybko...

 Kielfossen nieopodal zachwyca swoją potęgą,


ale dojechać można do owego wodospadu specjalnie wjeżdżając na bardzo krętą starą drogę, z której również roztacza się szeroki widok na piękną dolinę.


czwartek, 28 lipca 2011

Śnieżna droga... czyli jak być ponad... najdłuższym drogowym tunelem świata :-)

Tunel Lærdal (Lærdalstunnelen) zbudowany w 2000 roku  połączył Lærdal oraz Aurland - dwie miejscowości położone u końca dwóch odgałęzień Sognefjordu. Liczy około 25 km i jest podobno najdłuższym drogowym tunelem i trzecim na liście najdłuższych tuneli świata. Ale chociaż przejazd nim jest bezpłatny, to sama myśl o takim podróżowaniu - niejednego może przyprawić o odczucia klaustrofobiczne... mnie również ;-).

Wybrałam więc może mniej nowoczesną, w dodatku dłuższą (ok. 44 km) i trudniejszą, ale za to dużo piękniejszą starą trasę  - tzw "Śnieżną drogę" (Snøvegen lub Aurlandsvegen). 



Swoją nazwę zawdzięcza oczywiście grubej pokrywie śnieżnej, która zalega płaskowyż nawet w ciągu lata. 

Pod koniec lipca, kiedy wspięliśmy się z poziomu morza na owe 1300 m.n.p.m. - jeszcze gdzieniegdzie na poboczu piętrzyły się zwały trochę starego już śniegu. 

Ale choć krajobraz "śnieżnej drogi" okazał się mało biały - i tak szerokie krajobrazy z ośnieżonymi  szczytami (do ok. 1500 m.n.p.m.) i górskimi stawami zachwycił nas swoją swoim surowym pięknem i przestrzenią...




Zachwyceni atmosferą miejsca - postanowiliśmy zatrzymać się na noc... Mały namiot typu "igloo" wcisnął się jakoś pomiędzy kamienie, choć trochę zajęło nam szukanie w miarę prostego, miękkiego a jednocześnie suchego podłoża...






Ranek powitał nas gęstą mgłą...




która po wschodzie słońca powoli zaczęła podnosić się i rozwiewać...





Tuż przed zjazdem serpentynami do Aurland zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę przy nowo powstałej nowoczesnej platformie widokowej Stegastein, z której można podziwiać rozległą panoramę na Aurlandfjorden...



...i miasteczko Aerdal położone u podnóża, do którego serpentynami - agrafka po agrafce wkrótce udało się zjechać...


"Stavkirke" czyli norweskie kościoły klepkowe

We wczesnym średniowieczu bardzo licznie stawiane. Do dzisiejszych czasów pozostało ich jedynie koło 30, z czego 28 na terenie Norwegii. Jeden znajduje się nawet w Polsce - słynna świątynia Wang w Karpaczu.

Świątynie słupowo-klepkowe (norw. "stavkirke") - budowane były z drewna - głównie z wytrzymałej norweskiej sosny, a że cieślami byli nieraz ci sami, którzy budowali statki - trudno uniknąć skojarzeń z okrętami wikingów... zarówno podziwiając smukłe sylwetki świątyń, czy wgłębiając się w bogatą ornamentykę detali często niewiele mającą wspólnego z symboliką chrześcijańską.

Zwiedziliśmy trzy... pierwszy - położony niedaleko na południe od lodowca, nad Lustrafjorden - kościół w Urnes. Wpisany na listę UNESCO jako najstarszy kościół tego typu na świecie.



Na szczególną uwagę zasługuje tu bogata snycerka - zwłaszcza portalu północnego, która przedstawia walkę dobra ze złem.



Wnętrze też jest bogate i warte zwiedzenia (tylko z przewodnikiem), ale powodu zakazu fotografowania niestety nie mam żadnego ujęcia...

Samo Urnes jest maleńką miejscowością położoną wśród lasów na stromym zboczu schodzącym do fiordu. Najprościej jest tam się dostać z przeciwległego brzegu, zostawiając na parkingu auto w malowniczym miasteczku Solvorn

skąd regularnie kursuje prom na drugą stronę...




Drugim kościołem typu "stav", który udało nam się zobaczyć jeszcze tego samego dnia był Borgund. Jego niezwykłość polega na tym, że jako jedyny przetrwał do naszych czasów w nienaruszonym stanie.






Piękna bryła, którą można podziwiać już z daleka (do kościoła dochodzi się przez stojący opodal budynek centrum wystawowego poświęconego kościołom klepkowym) z bliska zachwyca misternym układem gontów, zdobień...






Swój romański charakter zachował portal zachodni - pokryty gęstą siatką przeplatających się węży, smoków i roślin...



Wnętrze - w odróżnieniu od świątyni w Urnes - jest dosyć puste, ale dobrze pokazuje konstrukcję tego typu budowli...


Koło kościoła stoi drewniana dzwonnica ze średniowiecznym dzwonem.

Żeby zamknąć temat kościołów klepkowych - napiszę od razu i o trzecim, który udało nam się zwiedzić w naszej wędrówce po Norwegii. Sporo skromniejszy stavkirke Røldal, położony na południe od Odda - czyli dużo bardziej na południu. Pochodzi z ok. 1200 roku. Ma dużo skromniejszą bryłę i nie posiada zdobień jak jego poprzednicy.